Korzystając ze strony akceptujesz politykę cookies.


DYSKUSJA. Organizacja UFC jest niepotrzebna w Polsce - tak czy nie?

dyskusja-organizacja-ufc-jest-niepotrzebna-w-polsce-tak-czy-nie

UFC vs. KSW w wadze ciężkiej, czyli Damian Grabowski i Mariusz Pudzianowski

Oto jest pytanie. W kwietniu ubiegłego roku byliśmy świadkami pierwszej, historycznej gali największej organizacji MMA na świecie w naszym kraju. Dla jednych było to wydarzenie przełomowe, dla innych - zwykłe rozczrowanie. Teraz mamy już pewność, że sami szefowie UFC mieli po krakowskiej UFC Fight Night 64 wiele wątpliwości, czy aby wszystko potoczyło się tak, jakby tego sobie życzyli.

Dziś rozpoczynamy na naszym portalu dyskusję, czy organizacja UFC jest potrzebna w Polsce. Podkreślamy - nie Polsce, ale właśnie w Polsce. Już niebawem kolejne opinie na ten temat.

Co z tą ekspansją?

Ultimate Fighting Championship zarobiła w Polsce, dzięki sprzedaży biletów, 720 tys. dolarów. Widowisko obejrzało 10 tys. widzów. Jak na standardy UFC szału więc nie było. I dlatego też nikt nie odtrąbił w związku z tym wielkiego sukcesu.

Dla porównania zobaczmy, co dzieje się teraz - 15 kwietnia 2016, praktycznie rok po pierwszej gali UFC w naszym kraju szefowie KSW poinformowali z dumą (nie pierwszy zresztą raz), że wyprzedali wszystkie bilety na swoje najbliższe widowisko w trójmiejskiej Ergo Arenie.

I choć polska publiczność w Krakowie - na swój sposób elitarna, bo doskonale znająca standardy podobnych wydarzeń na całym świecie oraz znakomicie reagująca na klatkowe zmagania - realnie patrząc stanęła na wysokości zadania, cała reszta pozostawiała wiele do życzenia.

Tak to przynajmniej wygląda teraz, po dwunastu miesiącach, które minęły od czasu UFC Fight Night 64. A temat ekspansji Ultimate Fighting Championship na Polskę ucichł.

Czy więc faktycznie jest ona realna? I czy w ogóle komukolwiek potrzebna? Zastanówmy się nad tym.

To nie przypadek, że po ubiegłorocznym najeździe na Europę największa organizacja MMA na świecie dokonała zmian w szeregach głównodowodzących akcją. Okazało się bowiem, że rozeznanie terenu przed bitwą nie było najwyższej jakości. Nie zadziałał model, który sprawdził się w innych rejonach, np. na Wyspach Brytyjskich. Nikt na sam dźwięk nazwy UFC nie padł na kolana, nie zanotowano grupowych ataków histerii, dotychczasowy polski świat MMA się nie zawalił ani nie przegrupował. Wiele było bowiem w tym ataku improwizacji oraz nieodpowiedniego, meytorycznego przygotowania.

Szefowie KSW mogli więc z satysfakcją, podczas swojego kolejnego wydarzenia, w ramach odpowiedzi, użyć utworu zezpołu Mr. Zoob "Mój jest ten kawałek podłogi".

Bo wciąż, bezdyskusyjnie, jest. I trudno uwierzyć, że UFC - nawet ze wzmocnioną, efektywniejszą i dofinansowaną kampanią reklamową - będzie w stanie szybko to zmienić.

Na tym polega nasza specyfika. Owszem, należy docenić fakt że UFC wymyśliła mocno polską rozpiskę, że wykonała w sumie dość rzadko spotykany gest wobec lokalnej społeczności MMA.

Po raz kolejny jednak potwierdziło się, że tak: chcemy masowo oglądać polskich wojowników walczących na największych galach, ale chodzi o to żeby byli to przede wszystkim konkretni wojownicy.

Bez legalnego zaboru mienia ani rusz

Na tym polega przewaga KSW - u nich walczą ci najchętniej oglądani, "konkretni bohaterowie". I na tym polegał też sukces UFC na wspomnianych Wyspach Brytyjskich. Bo wyspiarze - i ni etylko oni - mają podobnie, jak my.

Tam dokonane zostało jawne, bezwzględne oraz w pełni legalne zagarnięcie mienia, to znaczy najpierw zakontraktowano czołowych i najpopularniejszych zawodników, głównie z Cage Warriors (mówi coś komuś nazwisko McGregor?), a potem zaproszono na ich walki, tyle że pod banderą UFC. No i wszyscy wokół oszaleli.

U nas szaleństwa być nie mogło. Inne warunki, inne okoliczności. Co więcej, niewiele się pod tym względem do dziś zmieniło.

Z wystepujących w Krakowie reprezentantów Polski w ekipie UFC nie ma już Izabeli Badurek, Pawła Pawlaka i Marcina Bandla. Jan Błachowicz powoli powraca do siebie po trudnym etapie w karierze.

Oczywiście, są jeszcze Karolina Kowalkiewicz, Damian Grabowski, Daniel Omielańczuk, Marcin Tybura czy Krzysztof Jotko, a Damian Stasiak nawet wygrał na wyjeździe, ale to wciąż za mało żeby przebić prężną, marketingową machinę KSW, która na dodatek dała pokaz swojej siły w Londynie.

Nie ma co, rzecz jasna, porównywać polskiej federacji z tą amerykańską pod względem światowego zasięgu. Jednak na naszym rynku Martin Lewandowski i Maciej Kawulski - spójrzmy prawdzie w oczy - wygrali pierwsza batalię. I zmusili wroga, abstrahując od popełninych przez niego błędów, do odwrotu.

Czy więc wprowadzenie do boju Joanny Jędrzejczyk mogłoby coś zmienić? Być może. Joanna jest jednak teraz mocno promowana w Stanach Zjednoczonych i "poświęcanie" jej dla dobra sprawy w Polsce wydaje się mało realne.

Więc kto ewentualnie mógłby przejąć rolę polskiego lidera UFC w Polsce? Na zdrowy rozsądek - tylko gwiazda KSW. Taki jest bowiem układ sił w naszym MMA. Przypomnijmy - chcemy oglądać naszych bohaterów uczestniczących w wielkim show, ale to muszą być przede wszystkim konkretni bohaterowie.

Na spektakularne "przechwyty" się jednak nie zanosi. Mamed to już w pełni człowiek KSW, inni także - biorąc pod uwagę wymagania kontraktowe oraz osiągane dochody - są w tym momencie nie do wzięcia. Casus Jana Błachowicza już nie ma prawa się powtórzyć.

1:0 dla KSW

Pozostawiając z boku wszelkie uprzedzenia i dyskusje o "prawdziwym MMA" hitem byłoby oczywiście przechwycenie Mariusza Pudzianowskiego. Coś takiego dałoby UFC znaczący, marketingowy bonus w naszym kraju. W końcu może ona u siebie promować zawodowych wrestlerów, to nie może u nas "Pudziana"?

Pewnie może. Ale wracajmy na ziemię.

Zazdrość lekka ogarnia człowieka, gdy patrzy na tegoroczne, europejskie hity Ultimate Fighting Championship. Michael Bisping vs. Anderson Silva, Junior dos Santos vs. Ben Rothwell, Alistair Overeem vs. Andrei Arlovski - to naprawdę konkretne walki wieczoru gal w Anglii, Chorwacji i tej nabliższej, w Holandii. Czy nasza ubiegłoroczna, Cro Cop vs. Gonzaga, jej dorównywała? Mimo ogromnej sympatii dla chorwackiego wojownika i mimo wielkiego szacunku dla jego osiągnięć, śmiem wątpić.

Jest taka dykteryjka, lekko już sucharowata, ale oddająca klimat tego, z czym mamy do czynienia. Otóż do jednego z naszych czołowych fighterów zgłosił się swego czasu młodziutki petent, chętny do zmiany dyscypliny. Wcześniej bowiem zajmował się kick-boksigiem. A chciałby trenować - jak wyraźnie zaznaczył - KSW.

Ów znany zawodnik - rzecz działa się jakiś czas temu - odparł, że niestety, u niego w klubie KSW się nie trenuje. Można natomiast poznać tajniki MMA Attack i UFC.

To jest bardzo dobre, symboliczne podsumowanie stanu rozwoju i zapotrzebowania na MMA nad Wisłą. Oczywiście, wszystko zmienia się dynamicznie, wzrasta też świadomość tematu i podobne przypadki niewiedzy są coraz rzadsze.

Wciąż się jednak zdarzają i to wśród osób żyjacych niegdyś ze sportu, np. z boksu. Niedawno rozmawiałem ze świetnym niegdyś pięściarzem, który przekonywał mnie że KSW w naszym kraju zalatuje mu amatorszczyzną i że przy boksie to jest nic.

Mówisz o MMA - przerwałem

Nie wiem, nie znam. Ja widziałem tylko KSW, więc o tym opowiadam - odparł.

Te skrajne przypadki uświadamiają najwyraźniej, jak mocna jest pozycja Kwaluski & Lewandowski Co. na polskiej ziemi.

Nie ulega wątpliwości, że UFC jest bezwzględnie potrzebna polskim zawodnikom. Pomijając aspekt konkurencji i wysokość gaż, amerykańska organizacja jest największa na świecie, stwarza okazję rywalizacji z najlepszymi, pozwala walczyć na największych galach w historii MMA, otwiera niedostępne i nieznane często w naszym kraju szanse rozwoju.

Na tym polu możliwości jakiejkolwiek polskiej federacji są nieporównywalnie mniejsze (nie wspominamy tutaj o rosyjskim rynku, bo to zupełnie inna para kaloszy) i nie ma co nawet ich zestawiać z Ultimate Fighting Championship.

Nie zmienia to jednak faktu, że wszystkie te atuty pozostają zaletą amerykańskiego giganta bez względu na to, czy się UFC w naszym kraju będzie pojawiała, czy też nie.

Z drugiej strony - czy Ultimate Fighting Championship zechce inwestować w Polaków, jeśli wcześniej nie rozbije naszego rodzimego układu sił w MMA i nie zagospodaruje go po swojemu? Od spraw organizacyjno-technicznych począwszy, a na medialnym zapleczu skończywszy? Tak, by móc organizowac tu gale?

Wracamy w tym momencie do punktu wyjścia - czy UFC jest w Polsce potrzebna? Właśnie tak - nie naszym reprezentantom, ale naszym kibicom, naszemu środowisku, wreszcie naszym mediom? 

Widząc zainteresowanie, jakie budzi KSW i jak ciężko przebić jest się do publicznej świadomości chociażby bardzo ostro walczącej o swoją pozycję na polskim rynku federacji FEN, to dość dyskusyjna sprawa.

Co jednak się stanie, gdy KSW zabraknie jej największych gwiazd, gdy odejdą ci, którzy stanowią o jej potędze? Może to jest sposób - poczekać, wciąż niezbyt wiele inwestować i gdy nadejdzie nieunikniony czas zmiany warty, zaatakować ze zdwojoną siłą?

Może. To już jednak temat na zupełnie inne opowiadanie.

Na razie w polskiej walce z UFC o przyszły wygląd rodzimego MMA jest 1:0 dla KSW.

JAM

Opublikowano: 2016-04-29

Komentarze

av

KSW w Polsce = UFC w swiatowym MMA. Rozbicie KSW badz znaczne oslabienie ze wzgledu na skonczenie sie gwiazd = zakonczenie kariery Pudziana w StronMan. Gdzie telewizja tam pieniadze byl Pudzian w StrongMan byl TVN jest KSW jest Polsat. UFC nigdy nie byloby w stanie zastapic KS2 chyba ze zatrudnili by Kawulskiego z Lewandowskim

av

Fajny artykul - trudno sie z nim nie zgodzic.

Dodaj komentarz

Możesz używać bbcode - kliknij aby zobaczyć instrukcję.
  • [b]pogrubienie tekstu[/b]
  • [i]pochylenie tekstu[/i]
  • [u]podkreślenie tekstu[/u]
  • [img]link do obrazka[/img]
  • [url]http://jakis-link.pl[/url]
  • [url=http://jakis-link.pl]opis linka[/url]
  • [quote]dowolny cytat[/quote]
  • [quote=ktostam]cytat wybranego użytkownika[/quote]

Zobacz również