Korzystając ze strony akceptujesz politykę cookies.


UFC 140. Krzysztof Soszyński znów idzie na wojnę

ufc-140-krzysztof-soszynski-znow-idzie-na-wojne

Krzysztof Soszyński (26-11-1), który podczas UFC 140 zmierzy się z Igorem Pokrajacem (23-8), ma przed zbliżającym się pojedynkiem jeden cel: nie rozczarować swoich kibiców.

„The Polish Experiment” wygrał dwa ostatnie pojedynki w UFC, staje się coraz ważniejszą postacią w Ultimate Fighting Championship, jego prestiż wzrasta, a co poniektórzy fachowcy przebąkują nawet o zbliżającej sie walce o tytuł. Polak zachowuje jednak spokój. Jest bowiem wystarczająco zadowolony z tego, co już osiągnął.

Tylko jeden cel: walczyć na całego

- Spójrzmy prawdzie w oczy: nie mam jakiegoś szczególnego talentu, nie jestem wybitnym sportowcem – tłumaczy. – Nie uderzam jakoś szczególnie mocno, nie jestem super-zapaśnikiem, nie można też nazwać mnie specem od jiu-jiutsu. MMA zajmuję się w sumie od dość niedawna. Gdy miałem 25 lat wciąż nikomu nie dałem w twarz. Zdaję sobie sprawę ze wszystkich swoich niedoskonałości. Jednego nie można mi jednak zarzucić: braku zaangażowania. I dlatego zawsze, gdy wchodzę do klatki, mam jeden cel: walczyć na całego, tak by mój bój długo pamiętano – opowiada Soszyński.

- Nie o zwycięstwa czy porażki w tym wszystkim chodzi – zastrzega się polski wojownik. – Mam na koncie kilka przegranych pojedynków, fakt. Jednak dlatego znalazły się w moim rekordzie, że już na samym starcie kariery trafiłem na bardzo mocnych gości. Jestem przygotowany na to, że ktoś mnie pokona. Każdy, kto zawodowo się bije, musi zdawać sobie sprawę, że i jemu może przytrafić się wpadka. Bardzo ważne jest w tym wszystkim, w jakim stylu przegrywasz – komentuje pochodzący ze Stalowej Woli, 34-letni sportowiec.

I podkreśla:

- Dopóki będę w formie, a moje występy będą porywały kibiców i szefów UFC, dopóty będę bardzo szczęśliwy i nie zrezygnuję z bitew w Oktagonie.

Bonnar: ulubiony rywal

Od czasu debiutu w UFC, czyli od TUF 8, Soszyński wygrał sześciokrotnie i dwukrotnie poległ.

Przygodę z Ultimate Fighting Championship zaczął od trzech kolejnych zwycięstw. Dopiero podczas UFC 102 szans nie dał mu Brandon Vera.

A potem przyszły dwie szalone bitwy z równie efektownym i równie nieobliczalnym, jak on, Stephanem Bonnarem.

Ta z UFC 110 przyniosła Polakowi triumf. Bonnar nie był w stanie kontynuować pojedynku. Wcześniej obaj zderzyli się głowami i mający poważne rozcięcie Amerykanin musiał odpuścić.

Zrewanżował się więc Soszyńskiemu podczas UFC 116. Tym razem „The American Psycho” zniszczył naszego rodaka w parterze.

Ostatnim sukcesem polskiego zawodnika był triumf podczas UFC 131. Ofiara: Mike Massenzio.

Wcześniej Rourke, teraz Pokrajac

Soszyński, choć bardzo szczęśliwy z powodu tego osiągnięcia, do dziś narzeka na styl, jaki wtedy zaprezentował.

- Ten pojedynek, a także poprzedni z Goranem Reljiciem w Niemczech, były takie sobie – mówi. – Za przeciwników miałem facetów, którzy starali się jak najszybciej sprowadzić mnie do parteru, zamiast bić sie ze mną w stójce. Ja wolę wojny, takie np. jak z Bonnarem. Wspominam je bardzo dobrze, taki styl prowadzenia pojedynku mi odpowiada, na coś takiego czekają widzowie.

Kibice oczekują także z niecierpliwością na pojedynek Soszyńskiego z Pokrajacem. Wstępnie planowano, że odbędzie się w czerwcu tego roku. Został jednak przełożony z powodu kontuzji Chorwata.

- Byłem mocno rozczarowany z tego powodu – wspomina Polak. – Teraz to już jednak przeszłość. Zapomnijmy o tym, do walki przecież w końcu dojdzie. Pokrajac jest dobrym kick-bokserem, lubi efektowne wymiany, nie unika bójki. Lubię podobne podejście do sprawy.

Czekając na Pokrajaca Polak nie miał ani chwili nudy. Nie dość, że trenował z największymi gwiazdami UFC, to jeszcze zaczął filmową karierę.

Zagrał w komedii „Here Comes The Boom” (główna rola przypadła w udziale innemu zawodnikowi MMA Kevinowi Jamesowi), a także pojawił się u boku Mickey’go Rourke’a w filmie „Immortals”.

- To bardzo ciekawe doświadczenie, coś całkiem nowego i niezwykle zaskakującego – wspomina ze śmiechem Polak. – Czegoś podobnego nigdy wcześniej w życiu nie robiłem. Ale jestem przede wszystkim wojownikiem. To mój prawdziwy świat.

Sam się tego nie spodziewał

Soszyński dobrze wie, co mówi. Jako sportowiec zaszedł już bowiem bardzo daleko. Choć nigdy się tego nie spodziewał. I właśnie dlatego czuje aż tak wielką motywację.

- Nie liczyłem na to wszystko, ponieważ nie jestem okazem zdrowia, kiedyś dość często przytrafiały mi się kontuzje. Wielokrotnie rozmawiałem o tym z rodziną, głównie z żoną. Teraz jednak to wszystko ma coraz mniejsze znaczenie. Z walki na walkę staję się mocniejszy. I zdrowszy – dodaje ze śmiechem.

Od razu zapewnia też, że jest w stu procentach gotowy do bitwy z Pokrajacem.

- Cokolwiek by się stało, będę gotów. Moi fani nie będą rozczarowani – zapewnia Soszyński.

JAM

Fot.: Sherdog.com

Opublikowano: 2011-12-09

Dodaj komentarz

Możesz używać bbcode - kliknij aby zobaczyć instrukcję.
  • [b]pogrubienie tekstu[/b]
  • [i]pochylenie tekstu[/i]
  • [u]podkreślenie tekstu[/u]
  • [img]link do obrazka[/img]
  • [url]http://jakis-link.pl[/url]
  • [url=http://jakis-link.pl]opis linka[/url]
  • [quote]dowolny cytat[/quote]
  • [quote=ktostam]cytat wybranego użytkownika[/quote]

Zobacz również